Reklama

Głos z Torunia

Duchowy ring

O literackim debiucie i wydanej właśnie powieści „Dekret” z ks. Michałem Rogozińskim, rozmawia Tomasz Strużanowski.

Niedziela toruńska 12/2025, str. IV

[ TEMATY ]

diecezja toruńska

Archiwum ks. Michała Rogozińskiego

Ks. Michał Rogoziński

Ks. Michał Rogoziński

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tomasz Strużanowski: Znamy się od wielu lat, w osobistych kontaktach zwracamy się do siebie po imieniu. Czy możemy w taki sposób przeprowadzić i opublikować tę rozmowę?

Ks. Michał Rogoziński: Oczywiście.

Skąd pomysł i potrzeba napisania powieści? Zawsze lubiłeś pisać? W szkole tworzyłeś wzorcowe wypracowania z polskiego, czy dopiero później coś Cię w pewnym momencie zainspirowało?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Od kilku lat nosiłem się z zamiarem napisania książki. Lubię czytać, szczególnie wciągające historie. W szkole miałem szczęście do dobrych polonistek, które zaszczepiły we mnie miłość do literatury. W szkole średniej (a chodziłem do Liceum Katolickiego w Pelplinie) brałem udział w szkolnym konkursie literackim i udawało mi się go wygrać. Zostałem redaktorem naczelnym szkolnej gazetki, mając tym samym na co dzień kontakt z twórczością uczniów. To był piękny czas. Gdy nadeszła pandemia, w 2020 r. rozpocząłem pracę nad „Dekretem”. Pierwsze rozdziały ukazywały się w moich mediach społecznościowych, aby nieco umilić ludziom ten trudny czas, z którym wszyscy się zmagaliśmy. Po kilku tygodniach porzuciłem jednak ten projekt, dając mu nieco oddechu. Co chwilę jednak byłem motywowany przez znajomych, aby pisać dalej i postarać się o wydanie książki. Do tematu powróciłem we wrześniu zeszłego roku. Szczęśliwie udało się ukończyć powieść i dzisiaj mogę ją z dumą oddać w ręce czytelników.

Ile w „Dekrecie” jest realiów, a ile fikcji? Czy ktoś z Twojego otoczenia odnajdzie siebie samego w którymś z bohaterów? Czy zawarłeś w powieści jakieś swoje przeżycia?

Od samego początku założyłem, że „Dekret” będzie powieścią fikcyjną. Jej bohaterowie nie mają odzwierciedlenia w realnym świecie. Oczywiście, miałem pewne inspiracje, ale potraktowałem je w dość luźny sposób. Pierwsi czytelnicy dostrzegli, że w powieści można mnie zauważyć, np. w zainteresowaniach głównego bohatera ks. Pawła. Podobnie jak ja jest on wielkim kinomanem oraz grywa w golfa. Natomiast w przeciwieństwie do niego nie jestem wielkim fanatykiem mrożonej herbaty ani nie jeżdżę smartem. Ksiądz Marek z kolei choruje na cukrzycę, z którą i ja się borykam. Co do moich przeżyć, to z pewnością można do nich zaliczyć katechezę w przedszkolu i lekcję o św. Janie Pawle II, którą poprowadził ks. Paweł. Podobnie jak on przemierzałem również szpitalne korytarze w mojej pierwszej parafii, udzielając chorym sakramentów. Są też inne drobne podobieństwa, jak chociażby kapłan wspominany przez głównego bohatera powieści, który rokrocznie analizował, kto złożył mu życzenia z okazji urodzin, a kto nie. Jednak w dużej mierze bohaterowie mojej powieści są postaciami fikcyjnymi.

Reklama

Przedstawione przez Ciebie życie na warszawskiej plebanii wygląda sielankowo. Świetny proboszcz, który nie ma w sobie nic z despoty, lubiący się nawzajem i wspierający się wikariusze, dogadzająca ich podniebieniu i matkująca im gospodyni. W życiu kapłańskim to norma czy wyjątek?

Mogę powiedzieć o swoich doświadczeniach z 13 lat kapłaństwa, a jestem obecnie wikariuszem w trzeciej parafii. Jest różnie. Tam, gdzie jest większy zespół kapłanów, może dochodzić do różnych podziałów. To jest naturalne. Zderzają się różne wizje kapłaństwa, jak i prowadzenia duszpasterstwa. Jedni są bardziej aktywni, inni mniej. Czasami wikariusz może mieć wiele – jego zdaniem – ciekawych pomysłów, które zderzają się z wizją prowadzenia parafii przez proboszcza. Wówczas trzeba iść na kompromis i wypracować wspólną ścieżkę, którą będzie podążała cała pasterska ekipa. Różnie także bywa z atmosferą na plebanii. Mam doświadczenie plebanii, która rzeczywiście była domem. Gospodyni dogadzała kapłanom, często pytała, co mają ochotę zjeść. Dla mnie chociażby gotowała zupę klopsową, która pojawia się w książce. Ale dla kontrastu znam również plebanię, gdzie kuchnia była zamykana wieczorem na klucz i żaden z kapłanów nie miał do niej dostępu.

Reklama

Nie zawahałeś się przed pokazaniem księżowskiego czarnego charakteru w postaci dziekana ks. Zbigniewa. Z doświadczenia dobrze wiemy, że to nie jest tylko fikcja literacka – zdarzają się tacy księża. Dlaczego poczynania takich despotów, gnębiących wszystkich wokoło, nie spotykają się – ani w życiu, ani w Twojej powieści – z natychmiastową reakcją, z napomnieniem, a jeśli to nie pomaga, z ostracyzmem otoczenia?

Ksiądz Zbigniew również jest postacią fikcyjną, aczkolwiek wiem, że i tacy kapłani się zdarzają. Osobiście miałem szczęście do dziekanów, którzy moim zdaniem bardzo dobrze pełnili swoją posługę. Pisząc „Dekret”, nie chciałem, aby to była powieść cukierkowa, ale realna. Skoro wśród kapłanów można spotkać trudne charaktery, to i na kartach mojej powieści nie mogło ich zabraknąć. Dziekan ks. Zbigniew jest gburem i cholerykiem. Uważny czytelnik szybko zorientuje się, co jest tego powodem. Ten kapłan nie myśli racjonalnie, bo ma konkretny problem, z którym nie potrafi sobie poradzić. To dotyka również księży w realnym świecie. Co do reakcji moich bohaterów na postawę ks. Zbigniewa, myślę, że jeszcze nie dojrzeli do tego, aby z nim otwarcie porozmawiać. Ale dojrzeją – wątek nie jest zakończony. W realnym świecie natomiast często ludzie nie chcą się wtrącać do cudzych problemów, zwłaszcza gdy chodzi o przełożonego. Trudno zwrócić uwagę komuś, od kogo jest się zależnym.

Dobrze jest mieć takiego ordynariusza, jak powieściowy bp Andrzej? Opisałeś rzeczywistość czy pozwoliłeś sobie na głośne wyrażenie marzeń?

Reklama

Oczywiście, że dobrze! Co więcej, od ordynariusza oczekuje się postawy ojcowskiej. Obecnie moja diecezja czeka na nowego biskupa, natomiast mogę powiedzieć, że do poprzedniego zwracałem się z prośbą i zawsze zostałem wysłuchany. Swoją drogą, mam świadomość tego, że na biskupach ciąży ogromny obowiązek i niełatwe zadanie kierowania Kościołem partykularnym. Często spotykają się z wieloma trudnymi sprawami i muszą podejmować decyzje, które nie zadowolą wszystkich. Jakiś czas temu odnalazłem na YouTube kanał Patrycji Churlak, nazywającej samą siebie „nawróconą wiedźmą”, na którym prowadzi cykl rozmów z hierarchami „Biskup też człowiek”. Są to bardzo ciekawe wywiady, w których ukazuje ona człowieczeństwo tych, którym czasami próbuje się przypisywać jakieś ponadludzkie cechy i moce. Tak nie jest. Biskupi i kapłani to tylko ludzie, którzy również popełniają błędy. Powieściowy bp Andrzej póki co stara się być blisko swoich kapłanów i traktować ich po ojcowsku. Ale czy tak zawsze będzie? To się jeszcze okaże…

Jakie przesłanie chciałeś skierować do czytelnika? Że nawet umierającą duchowo parafię można uratować? Że życie kapłańskie, kapłańska aktywność nie ma sensu bez prawdziwego, osobowego kontaktu z Bogiem? Że nawet z samego dna może człowieka wyciągnąć pomocna ręka drugiego człowieka? Że księża – skądinąd gorliwi i pełni dobrych chęci – mają niekiedy poczucie klęski i wypalenia?

Głównym tematem powieści „Dekret” jest walka duchowa. Toczy się ona na różnych płaszczyznach. Ta podstawowa to oczywiście umarła duchowo parafia w Modlińcu – wspólnota, która jest w ruinie i należy dołożyć wszelkich starań, aby ją wskrzesić. Nie bez znaczenia jest również wątek walki duchowej, która dzieje się wewnątrz głównych bohaterów. Najważniejszym jednak przesłaniem jest nadzieja, która płynie z pełnej ufności modlitwy. „Dekret” jest przepełniony modlitwą. Moim pragnieniem jest, aby po lekturze tej powieści czytelnik jeszcze bardziej zapragnął zawierzać Bogu swoje trudności i nie tracił nadziei. W końcu „Dekret” ma swoją premierę w roku nadziei.

Sądząc po zakończeniu powieści, w którym wiele wątków pozostaje w zawieszeniu, planujesz zapewne kontynuację. Piszesz już drugą część?

Reklama

Tak. Od początku mierzyłem wysoko. „Dekret” można nazwać czterystustronicowym prologiem, wprowadzającym w temat odbudowy modlińskiej parafii. Całą powieść mam rozpisaną na osiem tomów. Począwszy od tomu drugiego, nad którym niedawno rozpocząłem pracę, kolejne części będą pisane w kluczu siedmiu sakramentów świętych. Będę się starał poruszać w nich ważne, realne problemy, pojawiające się w większości parafii, jak również sposoby ich rozwiązania. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, aby nie odbierać radości z lektury; mogę tylko powiedzieć, że ktoś, kto dotrwa do epilogu „Dekretu”, będzie mógł się domyślać, w jakim gatunku literackim będą pisane kolejne części. Mam nadzieję, że czytelnicy z chęcią rozgoszczą się na dłużej w Modlińcu, bo będzie się działo wiele!

Gdzie będzie można nabyć Twoją debiutancką książkę?

Będzie można ją zakupić przez stronę internetową: www.slowazdusza.pl.

2025-03-18 13:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prorocy naszych czasów

Niedziela toruńska 22/2025, str. I

[ TEMATY ]

diecezja toruńska

Ewa Melerska

Neoprezbiterzy wraz z bp. Józefem Szamockim i seminaryjnymi moderatorami

Neoprezbiterzy wraz z bp. Józefem Szamockim i seminaryjnymi moderatorami

Dobrzy szafarze łaski muszą się przez całe swoje życie troszczyć o żywy kontakt z Chrystusem – mówił bp Józef Szamocki podczas święceń kapłańskich w toruńskiej katedrze.

W majowe, słoneczne przedpołudnie 24 maja w katedrze Świętych Janów pięciu diakonów przyjęło święcenia kapłańskie. To czas łaski nie tylko dla neoprezbiterów, ale i dla całej wspólnoty Kościoła, która wzbogaciła się o nowych pasterzy. Uroczystości przewodniczył bp Józef Szamocki.
CZYTAJ DALEJ

Święta na trudne czasy

Niedziela legnicka 5/2005

Archiwum parafii

Św. Maria de Mattias, obraz w kościele pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie

Św. Maria de Mattias, obraz w kościele pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie

Jako dziecko sprawiała rodzicom (zwłaszcza mamie) kłopoty, bo miała żywy temperament, wciąż skakała i biegała, gdzieś się spieszyła. Jako nastolatka była nieco płaczliwa i trochę rozchwiana emocjonalnie. Jako kobietę dojrzałą cechowała ją impulsywność i pewna nietolerancja wobec innego niż jej sposobu myślenia i działania. A jednak właśnie ją Pan Bóg chciał widzieć jako Założycielkę Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Stała się Świętą na niespokojne, trudne czasy, w jakich żyjemy.

Maria de Mattias urodziła się 4 lutego 1805 r. we włoskiej miejscowości Vallecorsa w rodzinie mieszczańskiej. Będąc młodą dziewczyną, zastanawiała się, co ma do zrobienia w życiu, jakie jest jej miejsce na ziemi. Często płakała, wzdychała, męczył ją niepokój. Z domu rodzinnego wyniosła umiłowanie modlitwy i Pisma Świętego, czytała książki o duchowości chrześcijańskiej, żywoty świętych. To wszystko otwierało ją na działanie Ducha Świętego. „Pewnego dnia - napisze potem - poczułam lekkość, jakby unosiły mnie jakieś ramiona”. Poczuła, że jej serce całkowicie zmieniło się i zostało napełnione odwagą, słyszała głos swojego Pana, zrozumiała, że jest kochana. Kiedy doświadczyła Bożej miłości, musiała rozeznać, jak na nią odpowiedzieć. Inspirowana przez św. Kaspra del Bufalo założyła w Acuto 4 marca 1834 r. Zgromadzenie Adoratorek Przenajdroższej Krwi. Zmarła w Rzymie 20 sierpnia 1866 r. Jej doczesne szczątki odbierają cześć w rzymskim kościele Przenajdroższej Krwi, który jest połączony z domem generalnym Zgromadzenia. 18 maja 2003 r. Jan Paweł II ogłosił ją świętą.
CZYTAJ DALEJ

Peru/ Biskup: papież prawdopodobnie odwiedzi nasz kraj w listopadzie

2026-02-05 09:19

[ TEMATY ]

Peru

Papież Leon XIV

PAP/EPA/ETTORE FERRARI

Papież Leon XIV prawdopodobnie odwiedzi Peru w listopadzie lub w pierwszym tygodniu grudnia – powiedział w środę przewodniczący tamtejszego episkopatu, biskup Carlos Garcia Camader, który niedawno spotkał się z papieżem w Watykanie.

Wizyta przyciągnęłaby olbrzymie rzesze wiernych, chcących zobaczyć Leona XIV, który przed wyborem na papieża spędził wiele lat w tym południowoamerykańskim kraju – oceniła agencja Reutera.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję